Namibia 2010

 

Na lotnisku w Berlinie

wszyscy w firmowych koszulkach

 

 

 

 

 

ostatni browarek przed lotem

 

 

 

pierwsze kroki na afrykańskim kontynencie

 

Ci panowie chyba zabłądzili

 

nasze klamoty

 

 

w stolicy - Windhuk

 

Michał jak zwykle załatwia interesy

 

tego chyba nikt się nie spodziewał

 

 

jesteśmy na miejscu

 

 

 

nasze domki

 

 

popołudnia upływały bardzo leniwie

 

 

różne rzeczy nam przychodziły do głowy

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

po tygodniu, w akcie desperacji umówiliśmy się na spotkanie

dziewczyny były gorące

jak widać były bardzo zadowolone ze spotkania

nawet zrobiły  nam pranie

 

niektórym bardzo się nudziło

Michał bawił się w fotoreportera

 

a Dominik fruwał

 

 

 

widok farmy z lotu ptaka

 

 

zajrzeliśmy do obserwatorium

PTL już chciał coś rozkręcać

jednak najwięcej czasu spędzaliśmy na grzebaniu przy sprzęcie

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

tym razem w ogóle nie kładliśmy się spać

czekała nas wspaniała wycieczka

 

Nasz pilot i pilotka

 

 

 

 

start był bardzo łagodny

 

 

Bogdan był zachwycony

 

 

 

 

sielanka nie trwała długo

 

zaskoczyła nas burza piaskowa

 

 

musieliśmy wracać

widoki były niesamowite

 

 

 

 

nie tylko te na zewnątrz

 

 

 

 

 

najbardziej zawiedzeni z przerwanej wycieczki byłem ja i Bogdan

 

odbiliśmy to sobie następnego dnia wypadem na safari

 

 

 

PTl się spóźnił i musiał iść za nami pieszo

 

nasi tu byli

I'm the king of the jungle

 

 

Mariusz łapał ostatnie promienie słońca

 

 

wróciliśmy już po zmroku

tak wyglądała nasza stołówka

śniadanie

 

i kolacja